Myślę, że niewielu z nas uważa się za ludzi sukcesu w rozumieniu zawodowym lub finansowym. Większość to osoby bardzo ciężko pracujące, które - zwłaszcza ze względu na aktualny kryzys - narażone są na zmienne wiatry rynku pracy. Z nowym prezesem londyńskiego Polish City Club Danielem Stachowiakiem rozmawia Piotr Gulbicki.
W ostatnich latach twarzą PCC była Roksana Ciurysek... Po trzech latach kierowania organizacją Roksana nie kandydowała w ostatnich wyborach. Ze względu na obowiązki zawodowe i rodzinne nie może poświęcać klubowi tak wiele czasu jak do tej pory, ale nadal jest aktywnym członkiem i mam nadzieję, że jeszcze nie raz zechce wykorzystywać swoje umiejętności do promocji naszej organizacji. Jako nowy prezes nie zamierzam recenzować działalności poprzedniego zarządu. Dodam, że moim zastępcą jest Marcin Perzanowski, a sekretarzem klubu Gabriel Olearnik.
W jakim kierunku będziecie zmierzać? PCC to przede wszystkim miejsce spotkań i debat służące do budowania relacji biznesowych oraz towarzyskich - zarówno w Polsce, jak i Wielkiej Brytanii. Pod parasolem klubu nasi członkowie prowadzą również inicjatywy pro publico bono - wystarczy tu wymienić Polish Legal Centre, które udziela darmowych porad prawnych Polakom w zachodnim Londynie czy udział naszej drużyny piłkarskiej w turnieju fundacji Sue Ryder International. Ten kierunek będziemy kontynuować. Podobnie jak serię regularnych spotkań i debat z ciekawymi ludźmi, fachowcami z różnych dziedzin – zarówno Polakami, ale nie tylko. Z tych inicjatyw mogą zrodzić się następne. Nie da się jednak ukryć, że ciągle szukamy swojego miejsca, tożsamości oraz roli w życiu londyńskiej emigracji. Budowę klubu, którego kierownictwo często się zmienia, można porównać do sztafety. Jeśli chcemy by nowy zarząd nie zaczynał wszystkiego prawie od początku, musimy zastanowić się jak ma wyglądać przekazanie pałeczki. Dlatego od pierwszych dni naszej kadencji szukamy następców chcąc stworzyć bezbolesny proces kontynuowania tej sztafety.
Sztafety krótkodystansowej, czy raczej wiele lat działalności jeszcze przed wami? Kilka lat istnienia PPC to wystarczający okres żeby zastanowić się nad procesem samoorganizacji tej i innych podobnych grup Polaków w Wielkiej Brytanii. Obrazowo ujmując jesteśmy jednostką wirtualną, organizacją jeszcze bez wielkich tradycji, znaczących darczyńców, stałej siedziby oraz pracowników. Dlatego pytania po co i dla kogo jesteśmy bądź czy warto kontynuować naszą działalność są w pełni uzasadnione. Powiem krótko – uważam, że warto, gdyż jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Z różnych powodów. Wielu z nas szuka pomysłów na biznes lub partnerów do biznesu. Świetne pomysły rzadko rodzą się w próżni i zwykle potrzebują katalizatora w postaci ciekawych imprez i debat. A jak lepiej poznać potencjalnych partnerów jeśli nie przez zaangażowanie się w projekty charytatywne? Oczywiście, pozostaje gra w golfa, ale nie jest to sport powszechny w naszym środowisku. Po drugie, jesteśmy kilkoma grupami zawodowymi, których nieformalne spotkania mogą przerodzić się – przynajmniej dla niektórych - w lepsze perspektywy zawodowe. Ktoś znajdzie nowego klienta, transakcje, ważną informację. A ktoś inny być może nawet potencjalnego pracodawcę. Bardzo ważne jest też to, że możemy mówić po polsku. Po dłuższym pobycie poza krajem jest to dla wielu z nas bardzo potrzebne.
Nie brakuje głosów mówiących, że jesteście organizacją snobistyczną... Trudno się z tym zgodzić. Nie jesteśmy organizacją masową, a to, że zrzeszamy głównie finansistów, prawników, architektów czy przedsiębiorców, ludzi, którzy odnajdują się w tutejszej rzeczywistości, trudno nazwać snobizmem. To osoby o średniej wieku około trzydziestu lat, chcące się rozwijać, wykorzystać swoje wykształcenie oraz możliwości jakie daje im pobyt tutaj. Fakt, wszystkie nasze spotkania są otwarte tylko dla naszych członków oraz wybranych gości – taka jest specyfika klubu. Jednak ciągle przyjmujemy nowe osoby, na nikogo nie patrzymy z góry, jesteśmy otwarci na nowe pomysły i partnerów. Z naszego rozeznana wynika, iż zdecydowana większość młodej polskiej emigracji to ludzie pracujący poniżej swoich aspiracji i możliwości zawodowych, dlatego chcemy wyzwolić w nich chęć aspirowania do naszej organizacji. Każdy kto spełnia odpowiednie kryteria – doświadczenie zawodowe, rekomendacja aktualnego członka PCC oraz deklarowana chęć zaangażowania się w działalność społeczną – ma szansę do nas wstąpić.
Co odróżnia was Polish Professionals? Byliśmy pierwsi (śmiech). Poza tym jest nas mniej (około stu osób), mamy chyba więcej zawodowego stażu, a co się z tym wiąże szersze i głębsze powiązania z londyńskim City. Świadczy o tym chociażby znaczna liczba naszych członków honorowych, których przychylność jest naszym dużym atutem. Chciałbym natomiast podkreślić, że z Polish Professionals dużo nas łączy. Oba kluby to stosunkowo niewielkie grupy aktywnych osób z ambitnymi planami. Utrzymujemy kontakty, wymieniamy się zaproszeniami na imprezy, myślimy o wspólnych projektach.
Gorzej jeśli chodzi o organizacje starszej Polonii... Niekoniecznie, szczególnie w ostatnim okresie sporo się na tym odcinku zmienia. Należymy do Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, którego rolę i znaczenie trudno przecenić, a z pozostałymi organizacjami chcemy nawiązać kontakt w niedalekiej przyszłości. Mamy bardzo dobre stosunki z Instytutem i Muzeum im. gen. Sikorskiego, gdzie zorganizowaliśmy już wiele naszych spotkań. Z Ogniskiem Polskim łączyło nas do tej pory niewiele, ale po ostatnim spotkaniu z prezesem Morawiczem rysują się ciekawe perspektywy.
Jak oceniasz obecną sytuację w Polsce z waszej perspektywy, tak zwanych ludzi sukcesu? Myślę, że bardzo niewielu z nas uważa się za ludzi sukcesu w rozumieniu zawodowym i finansowym. Większość z nas to osoby bardzo ciężko pracujące, które, zwłaszcza z uwagi na obecny kryzys finansowy, narażone są na zmienne wiatry rynku pracy. Powrót do Polski to dla wielu bardzo realna wizja, nie tylko ze względu na bliskość rodziny czy chęci rozpoczęcia własnej działalności, ale często z uwagi na lepsze niż w Wielkiej Brytanii perspektywy zawodowe. Część z nas pewnie zostanie na Wyspach - według ostatniego sondażu klubowego 30 procent. Tyle samo nie wie jak długo tu będzie, a 25 procent chce wrócić do Polski najpóźniej w ciągu pięciu lat. Pozostali planują wyjechać do innego kraju.
Możliwości kariery na Wyspach się kurczą? Zależy o kim mówimy. Na przykład przedsiębiorcy. Ze wszystkich europejskich krajów właśnie w Wielkiej Brytanii mogą oni osiągnąć najwięcej. W kulturze anglosaskiej przedsiębiorcy uważani są za główny motor rozwoju gospodarki, a co za tym idzie cieszą się społecznym poważaniem i są wspierani przez różne rządowe inicjatywy oraz cały przemysł dostarczycieli kapitału. Można do tego dodać łatwość robienia interesów, światowy język biznesu, otwartość społeczeństwa na obcokrajowców. Ponadto Polacy mają na Wyspach dobrą reputację, którą zawdzięczamy starej Polonii i roli jaką odegrała w II wojnie światowej. Natomiast trudno przewidzieć w jakim zakresie skurczą się rynki pracy dla finansistów, prawników czy bankierów. Niewiele osób uważa, że te branże czeka w najbliższym czasie rozkwit.
***
Daniel Stachowiak – ma 35 lat. Skończył studia MBA w Oksfordzie, posiada też tytuł MA z ekonomii Central European University w Budapeszcie oraz tytuł BA z informatyki i ekonomii American University in Bulgaria. Pracował dla McKinsey w Warszawie i Monitor Group w Bostonie, a aktualnie jest zatrudniony w Jupiter Asset Management, gdzie zajmuje się inwestycjami kapitałowymi w Wielkiej Brytanii i Europie Środkowej. W Londynie mieszka od 2004 roku, od tego czasu działa w Polish City Club. Organizował między innymi spotkania z ludźmi biznesu, nauki i polityki.
***
Polish City Club powstał w 2004 roku pod patronatem ówczesnego ambasadora RP w Londynie Stanisława Komorowskiego. Honorowymi członkami klubu są między innymi: prezydent Ryszard Kaczorowski, premierzy Jan Krzysztof Bielecki oraz Kazimierz Marcinkiewicz, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, profesor Norman Davies, profesor Leszek Balcerowicz, hrabia Adam Zamoyski, rysownik Andrzej Krauze, brytyjski polityk polskiego pochodzenia Dennis McShane.
|