Tak się już w tym postępowym świecie porobiło, że konsument zanim się naje, musi się naczytać. Opakowania żywności stały się mozaiką informacji na temat tego, co ów produkt zawiera, skąd pochodzi, jak, ile, kiedy go jeść oraz co zrobić z opakowaniem, jak już zjemy… Skomplikowane prawda?
Od lat konsumenci na Wyspach są bombardowani informacjami na temat tego, jak jeść, co jeść i ile jeść, żeby być zdrowym. Rząd i inne „mądre głowy” nieustannie propagują „zdrowy” tryb życia, do znudzenia powtarzając mantrę „eat less, do more” (mniej jedzenia, więcej ruchu). Rezultat jest jednak niespodziewany – Brytyjczycy są coraz grubsi.
Co ciekawe, szacuje się, że między 1974 a 2004 rokiem, ilość kalorii spożywanych przez Brytyjczyków zmniejszyła się o 20%, spożycie owoców i warzyw wzrosło o 20%, a wysiłek sportowy jest większy o prawie jedną czwartą. Efektów „diety” jakoś w społeczeństwie nie widać. Czyżby owe wskazówki, rady i zalecenia były po prostu błędne?
Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że mimo łatwo dostępnej informacji na temat tego, co mamy jeść i w jakich ilościach, mimo tego że niemal większość produktów żywnościowych zawiera szczegółowe informacje na temat tego, co w nich jest i skąd się wzięły – talia przeciętnego Brytyjczyka jest coraz większa. Raporty rządowe donoszą nawet o „epidemii otyłości” w społeczeństwie. W czym zatem problem?
Jest co czytać…
Informacji na opakowaniach nie brakuje. Zarówno producenci, jak i sprzedawcy w UK są bowiem prawnie zobowiązani do podawania nam określonych informacji na temat produktu. Oczywiście wszystko to pod skrzydłami Unii Europejskiej, która przecież wie najlepiej…
Do obowiązkowych danych należy waga lub objętość produktu, nazwa produktu (masło czy margaryna?) lista składników łącznie z alergenami (orzeszki solone z zawartością orzechów), warunki przechowywania (cool, dark place?), data przydatności do spożycia (use by, best before, sell by czy display by?), adres producenta, pochodzenie produktu – ale tylko wtedy, jeśli brak jego podania wprowadziłoby konsumenta w błąd, jak również informacje odżywcze, jeśli produkt takie posiada.
Data przydatności do spożycia nie zawsze jest jasna:
* Best before – wskazuje okres w którym produkt jest w swej najlepszej, optymalnej formie
* Use by – po jej upływie mikrobiologia produktu ulega zmianie, co może powodować ryzyko zatrucia
* Sell by oraz Display by – nie mają znaczenia dla konsumenta, są bowiem wskaźnikiem dla sprzedawców co do dat przechowywania produktu i wystawiania go do sprzedaży – a zatem czy muszą być na naszych opakowaniach?
Nie są natomiast obowiązkowe – choć tak chętnie umieszczane na opakowaniach – informacje dotyczące wartości odżywczej produktu (skomplikowane tabelki detalicznie opisujące skład produktu na tyle opakowania), GDA czy traffic lights na przodzie opakowania (zalecane dzienne spożycie określonych składników, np. soli, cukru, tłuszczy), specyficzne metody produkcji (np. organic), pochodzenie produktu (np. produkt lokalny) oraz certyfikaty, loga i akredytacje różnych organizacji.
W dżungli etycznych, ekologicznych i odżywczych informacji dotyczących produktu znajdziemy m.in. hasła – Organic, GM (genetically modified), Gluten Free, Wheat Free, Fair Trade, Marine Stewardship Council (ryby!), Freedom Food, Red Tractor, Vegetarian Society, Vegan Society, Forestry Stewardship Council, logo „Tidyman”, Locally Sourced, Natural, Healthy, Premium Quality, Fresh…Dużo tego…
Samo opakowanie także zawiera parę szyfrów. Producenci żywności znajdują się pod coraz większą presją, by zmniejszyć ilość zużywanych opakowań oraz zwiększyć ilość materiałów, które można użyć powtórnie. Stąd też różnego rodzaju symbole mówiące (?) nam, że produkt może być recyklingowany lub też, że pochodzi z recyklingu. Niektóre opakowania zawierają także informacje na temat rodzaju użytego plastyku (PET, PP, PVC), co ma (rzekomo) ułatwić nam ich prawidłowy recycling. Do tego dochodzą informacje na temat tego, czy opakowanie nadaje się na kompost, czy podlega biodegradacji, jaki jest jego „carbon footprint” – czy ktoś wie o co tu chodzi?
Co na to konsument?
Ano tak sobie. Badania konsumenckie dotyczące informacji żywieniowych zawartych na opakowaniach produktów ujawniają ciekawe fakty.
Po pierwsze, okazuje się, że konsumenci nie przejmują się zbytnio informacjami na opakowaniach i co więcej, wcale im nie żal utraconej wiedzy. Powód jest prosty – informacji jest za dużo i jest ona w pewnym stopniu niezrozumiała.
Po drugie, jedynie jedna trzecia konsumentów jest zadowolona ze sposobu, w jaki producenci oznakowują swoje produkty oraz zawsze czyta informacje zawarte na opakowaniach produktu.
Po trzecie, informacje o produkcie, a zwłaszcza różnego rodzaju logo są najbardziej niezrozumiałe i obce ludziom w starszym wieku. Ci są bowiem przyzwyczajeni do kupowania żywności w prostych opakowaniach, z jasnym i zrozumiałym opisem ich zawartości.
Z badań wynika również, że na liście zakupowo-żywieniowych priorytetów główne miejsca zajmują zdrowie oraz etyczna produkcja. „Free range”, „low fat”, „locally sourced”, „healthy” oraz „fair trade” to pięć najsilniejszych magnesów dla konsumenckiego portfela.
Co ciekawe, o ile do panów szczególnie skutecznie przemawiają produkty z nalepką „locally sourced”, „fair trade” oraz „seasonal”, tak panie szczególnie wierzą produktom „low fat”. A zatem skoro wiadomo, czego tak naprawdę poszukują konsumenci, to dlaczego nie ułatwia się nam życia poprzez podawanie prostej i rzetelnej informacji?
Co dalej?
Skomplikowany świat informacji na opakowaniach staje się jeszcze bardziej skomplikowany na skutek braku jednolitych reguł. Różne systemy, różne loga, różne style i standardy przyjmowane przez producentów i sprzedawców żywności nie pomagają konsumentom, nie ułatwiają im wyborów żywieniowych, ale za to napędzają gorącą debatę polityczną.
Unia Europejska już się szykuje do wprowadzenia jednolitego we wszystkich krajach Unii oznakowania żywności organicznej oraz standardów w podawaniu informacji na temat produktów. World Trade Organisation opracowała nową akredytację produktów z półki Fair Trade. W UK partia konserwatywna wprowadziła kampanię pod nazwą Honest Food, wzywając do obowiązkowego podawania kraju pochodzenia danego produktu (brytyjski indyk z węgierskiej hodowli?), a DEFRA pracuje nad wprowadzeniem „super” wzorca dla informacji na opakowaniach.
Bez wątpienia „mądre głowy” coś wymyślą. Wszystko to, by było nam lepiej, zdrowiej i szczęśliwiej…
|