| Dźwięki niepokorne |
|
|
|
| Autor: Justyna Daniluk | ||||||
| Czwartek, 04. Luty 2010 14:17 | ||||||
Kiedy Groove Razor zaczyna grać, wiadomo już, że będzie dobrze. Energiczny jazz wypełnia całą salę, aż przytłumione szepty milkną i wszyscy zaczynają się wsłuchiwać. Świeca pali się na stole, tuż obok butelki czerwonego wina, słuchacze wczuwają się w muzykę, kołysząc się rytmicznie. Już zostali uwiedzeni...
Grupa założona została na początku 2009 roku z przezTomasza Żyrmonta – pianistę i kompozytora oraz perkusistę - Laurie Lowe. Dołączyli do nich: na saksofonie altowym i flecie - Alan Short, na gitarze - Luca Bosca i na gitarze basowej - Lorenzo Bassignani. Na koncercie w Jazz Cafe wraz Groove Razors wystąpił australijski wokalista jazzowy, Jono McNeil. Każdy z piątki artystów jest już doświadczonym muzykiem. Zarówno wspólnie, jak i na drodze swojej kariery indywidualnej mieli okazję współpracować z wieloma słynnymi muzykami jazzowymi. Jeszcze przed sformowaniem grupy koncertowali, nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale również w kilku innych krajach. Oprócz Polski grali we Włoszech, Stanach Zjednoczonych, Japonii, Chinach, w Niemczech, Francji, Hiszpanii, na Litwie, w Belgii i Luxemburgu.
Tą unikalną więź w zespole widać od razu, gdy jazzmani zaczynają grać. Oni wzajemnie się słuchają. Każdy z piątki muzyków ma swój czas i swoje miejsce na scenie, każdy może popisać się swoimi umiejętnościami i wirtuozerią, nie ma pośpiechu i zagłuszania. Jazz to muzyka demokratyczna, dopuszcza muzyków do głosu, pozwala im na luz i kreatywność. W tą jazzową fuzję dźwięków doskonale „wtopił” się wokalista, Jono McNeil, który pojawiał się na scenie przy swoich partiach wokalnych, jako jeszcze jeden element zespołu, kolejny instrument. Na koncercie Groove Razors było jasne, że jazzmani grają dla muzyki i, że ona jest najważniejsza, a nie popisy wokalisty. Każde solo było nagradzane sowitymi oklaskami, ale największy zachwyt publiczności wzbudzali, leader grupy Tomasz Żyrmont na fortepianie, prześwietny na gitarze Luca Bosca i saksofonista Alan Short. Koncert był podzielony na dwie części. Po krótkiej przerwie, na której publiczność miała okazję porozmawiać z muzykami, nastąpiła energetyczna część druga, okazało się, że to, co widzieliśmy do tej pory, to była jedynie rozgrzewka. Odsłona drugaTomasz, w drugiej części koncertu, przesiadł się z keyboardu na fortepian, grając zdumiewające wręcz solówki. Pozostali muzycy również nie pozostawali mu dłużni. Alan, na saksofonie, a później również na flecie, dawał niezłego czadu. Jazz jest trudny do ujęcia w słowa. Najważniejsza jednak na koncercie była sama radość jazzmanów z grania. Widać było, która improwizacje robią na nich samych wrażenie, a przecież oni razem odbywają próby i zdawać by się mogło, że wszystko już od siebie słyszeli. Oni nadal wzajemnie się słuchają, doceniając własny wkład i zaangażowanie. Każdy koncert jest inny, każda próba jest inna, zaskakująca. Chociaż na koncercie w Jazz Cafe Groove Razors zagrali kilka kompozycji z płyt Jono McNeila, to zwykle skupiają się autorskich kawałkach skomponowanych przez leadera zespołu, Tomasza Żyrmonta. W każdy piątek lutego o godz.20:00, Groove Razors fusion night w Charlie Wright’s International, London, N1 6DA
Powered by !JoomlaComment 3.26
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |