Półtora miesiąca temu nie szczędził głosu dopingując walczącego o tytuł mistrza Europy wagi ciężkiej Alberta Sosnowskiego. O mało nie wskoczył wówczas do ringu by pomóc starszemu koledze. Teraz w tej samej londyńskiej York Hall Grzegorz Proksa sam stanie przed szansą zdobycia pasa – tyle, że Unii Europejskiej, w wadze średniej. Wygrana otworzy przed nim ciekawe perspektywy.
Kiedy pod koniec 2004 roku w wieku dwudziestu lat podpisywał zawodowy kontrakt nie brakowało głosów, że to zbyt pochopna decyzja. Część bokserskich fachowców twierdziło, że Grzegorz powinien jeszcze poboksować na amatorskich ringach, spokojnie przygotować się do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, a potem, z medalem w kieszeni, ruszyć na podbój profesjonalnego boksu. Nie brakowało obaw, że wychowanek Victorii Jaworzno tak szybko przechodząc na zawodowstwo może rozmienić swój talent na drobne. Proksę uważano bowiem za jednego z najzdolniejszych pięściarzy ostatnich lat jacy pojawili się nad Wisłą. I nie chodzi tylko o sukcesy, które odnosił (zdobył między innymi wicemistrzostwo Europy juniorów, brylował w kolejnych kategoriach wiekowych w mistrzostwach Polski, a ukronowaniem jego amatorskiej kariery był tytuł mistrza kraju seniorów). Ważne jest również to, że Grzegorz walczy w specyficzny, widowiskowy sposób. Z odwrotnej pozycji, na luzie. Bije w różnych płaszczyznach, wyprowadza dużo ciosów na dół, ma szybkie ręce. I – co równie ważne – myśli w ringu. Od czasów juniorskich kroków Andrzeja Gołoty, Dariusza Michalczewskiego oraz Jana Dydaka z niewieloma polskimi pięściarzami wiązano takie nadzieje jak właśnie z Proksą, który jako amator wygrał 130 walk, przegrał 10 i zremisował 4.
Z dwoma championami
Słynna York Hall w Londynie. To tu Super G – taki jest ringowy przydomek Grzegorza – stoczy swoją jubileuszową, dwudziestą walkę na zawodowych ringach. Co ciekawe, ani razu nie walczył w Polsce, boksując głównie na Wyspach oraz w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie pojedynki wygrał, w tym dwanaście przed czasem, a w York Hall pokazał się już kibicom trzy lata temu punktując Steve’a Conwaya. I był to jeden z lepszych rywali jakich spotkał na swojej profesjonalnej drodze. Polak kilka miesięcy wcześniej wywalczył tytuł młodzieżowego mistrza świata WBC oraz IBF i kiedy wydawało się, że niebawem nadejdzie czas na duże wyzwania, jego kariera nagle stanęła w miejscu. Pojawiły się problemy z doborem odpowiednich przeciwników, a przede wszystkim kontuzje z którymi zaczął się borykać. Udzielał się medialnie, w telewizji komentował walki bokserskie, zajmował się biznesem. Teraz – jak zapewnia – zdrowotnie wszystko jest już OK, ostro trenuje i czeka na duże pojedynki. – Najpierw będziemy chcieli zdobyć tytuł mistrza Europy. Prowadzimy już rozmowy w tej sprawie z dwoma aktualnymi championami EBU – Ryanem Rhodesem (junior średnia) oraz Matthew Mcklinem (średnia) – mówi promotor Proksy Krzysztof Zbarski, ten sam, który prowadzi również Alberta Sosnowskiego. Dragon jest mistrzem Starego Kontynentu, teraz czas na jego młodszego kolegę. Jednak, póki co, Super G musi wygrać swoją najbliższą walkę. Z tym nie powinien mieć większych problemów, ale...
O co chodzi?
Według pierwotnych założeń pojedynek 26-letniego Polaka miał się odbyć pod koniec stycznia w Glasgow. W ostatniej chwili walka została jednak odwołana, a nowy termin wyznaczono na 12 lutego w Londynie. Proksa spotka się w niej... No właśnie. Najpierw miał to być przyzwoity Francuz Affif Belghecham (19-4-1). Potem pojawiło się nazwisko Anglika Marcusa Portmana (20-7-2). I gdy wydawało się, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, według ostatnich doniesień okazuje się, że Grzegorz skrzyżuje rękawice z innym Anglikiem Tyanem Boothem. O co w tym wszystkim chodzi? – Portmana nie zaakceptowała Europejska Unia Bokserska. A to dlatego, że miał dwie porażki z pięściarzami z rankingu. W tej sytuacji Grzesiek zaboksuje z Boothem, który – tu ciekawostka – zremisował w swojej ostatniej walce właśnie Portmanem – mówi nam Zbarski. Niezły galimatias, przyznajmy. Kim właściwie jest Tyan Booth? Typowym journeymanem, z marnym rekordem (11-5-1). Bodaj największym jego atutem jest wzrost (189 cm), duży zasięg ramion i odporność na ciosy. Warto podkreślić, że w przeszłości sparował z czołowymi zawodnikami świata, między innymi Juniorem Witterem. Może zagrozić Proksie? W boksie różnie bywa, jednak to mało prawdopodobne. Polak powinien spokojnie wziąć tę przeszkodę, a potem...
Na szerokie wody
Tytuł europejski z pewnością jest w zasięgu możliwości Polaka. Sprawę ułatwia fakt, że championami Starego Kontynentu w junior średniej i średniej – Proksa może walczyć w obu tych kategoriach – są Anglicy. To ważne, gdyż na brytyjskim rynku Krzysztof Zbarski ma świetne kontakty, dzięki czemu niebawem nasz zawodnik zapewne dostanie swoją szansę. Jeśli ją wykorzysta będzie o krok od wypłynięcia na szerokie wody, tym bardziej, że poza dwoma Amerykanami – Paulem Williamsem i Kelly Pavlikiem, w kategoriach Polaka nie ma wielkich gwiazd. Rysują się ciekawe perspektywy. Pamiętajmy jednak, że jak dotąd w swojej zawodowej karierze Grzegorz nie walczył jeszcze ze znanymi bokserami. Na to przyjdzie czas, ale na razie trzeba wygrać w najbliższy piątek. Piotr Gulbicki
RAMKA – Gala bokserska, podczas której Grzegorz Proksa zmierzy się Tyanem Boothem, odbędzie się w York Hall, Bethnal Green, w Londynie w piątek (12 lutego). Początek walk o godz. 19.00. Bilety można zamawiać pod numerem 012-77-359-900.
|