| Przed harcerskim 100 lat |
|
|
|
| Autor: Piotr Gulbicki | ||||||
| Wtorek, 09. Marzec 2010 12:50 | ||||||
– Anglicy nie wierzyli, że przetrwamy; chcieli żebyśmy zintegrowali się z tutejszym skautingiem. Uważali, że polska młodzież i tak zasymiluje się z angielską. Jednak nie poddaliśmy się, a w tym roku obchodzimy 100-lecie naszego ruchu. Z nową przewodniczącą Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami Kraju Teresą Ciecierską rozmawia Piotr Gulbicki. Przygotowania do jubileuszowego zlotu idą pełną parą... Powoli wchodzą w finalną fazę, a warto podkreślić, że trwają już od dwóch lat. Zapowiada się wielka impreza w której weźmie udział około 1,8 tysiąca harcerek oraz harcerzy z różnych krajów. Ogniska, pokazy, zwiedzanie stolicy. Program jest bogaty, warto na te dwa letnie tygodnie (24 lipca – 7 sierpnia) wybrać się do Zegrza pod Warszawą. Będzie młodzież, ale nie tylko; nie zabraknie również starszych wiekiem naszych członków. Swój przyjazd zapowiedziała na przykład 102-letnia druhna Ela Andrzejowska. Zegrze to dobre miejsce? Tak sądzę. Wybór lokalizacji nie był łatwy, ale ostatecznie zadecydował fakt, że to rozległy teren, centrum Polski, łatwy dojazd. Mamy zapewnienie o współpracy ze strony wojska, dogrywamy jeszcze kwestie logistyczne. Sprzęt, namioty, kuchnie – wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. To poważne wyzwanie, bowiem po raz pierwszy organizujemy tak dużą imprezę w Polsce. Wszystko własnym sumptem, polegając na kontaktach rodzinnych, osobistych, zawodowych... Niebawem po waszym zlocie szykuje się kolejny. Tym razem organizowany przez krajowy Związek Harcerstwa Polskiego – na krakowskich Błoniach. A potem będzie następny – w 2011 roku, pod patronatem Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Każda z wymienionych organizacji prowadzi własną działalność i poczuwa się do dziedzictwa oraz kontynuacji przedwojennego harcerstwa. Jednak historycznie rzecz biorąc my mamy do tego największe prawo, gdyż w 1960 roku Michał Grażyński przekazał swój sznur przewodniczącego ZHP Zygmuntowi Szadkowskiemu. My jesteśmy jego spadkobiercami. Grażyński był przewodniczącym Naczelnego Komitetu Wykonawczego ZHP na czas wojny i miał mandat przewodniczącego z Walnego Zjazdu ZHP, który odbył się w maju 1939 roku Utrzymujecie kontakty z harcerstwem w kraju? W czasach komunizmu były one nieformalne, bardziej zintensyfikowały się głównie za kadencji druha Ryszarda Kaczorowskiego. Natomiast po 1989 roku nawiązaliśmy oficjalne kontakty i chociaż nie są one szczególnie bliskie – powiedziałabym na dystans – to jednak dbamy o to, żeby te relacje były poprawne. Wspólne działania bardziej widoczne są na niższym szczeblu. Staramy się, na przykład, żeby reprezentacje naszych związków uczestniczyły w zlotach organizowanych przez poszczególne organizacje. Na zlot w 2000 roku, który odbył się w kanadyjskim Acton, przyjechała z Polski drużyna konna. Ilu członków liczy wasza organizacja? Około siedem tysięcy osób. Mam na myśli zuchów, harcerzy, harcerki, starsze harcerstwo oraz Organizację Przyjaciół Harcerstwa. Działamy w Wielkiej Brytanii, ale też w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Argentynie oraz krajach europejskich. Czym właściwie dzisiaj zajmuje się harcerstwo? Dokładnie tym samym, czym dawniej. Prowadzone są regularne zbiórki podczas roku szkolnego, organizujemy obozy, zimowiska, biwaki, bierzemy udział w różnych świętach... Zdobywając stopnie i sprawności, stawiamy na rozwój duchowy oraz fizyczny, a także na formację patriotyczną młodzieży. Faktem jednak jest, że czasy się zmieniają. Praktycznie nie ma już obozów trzytygodniowych (ze względu na brak czasu instruktorów), sami nie ścinamy już drzewa w lesie, a kupujemy je w tartaku (takie obecnie obowiązują w Anglii przepisy). Cofając się wstecz pamiętam, że kiedyś harcerstwo było dla nas oazą polskości, wyjazd na obóz stanowił wielką frajdę, ale też poważny koszt dla rodziców. Bo z reguły polska młodzież pochodziła z biednych rodzin, dlatego każdy cenił to, co miał. Nie do pomyślenia było żeby coś lekkomyślnie zgubić, jak to zdarza się teraz. Obecnie nie brakuje rozrywek – komputery, telewizja, dyskoteki. Jest w czym wybierać, a kiedy ma się podane niemal wszystko pod nos nie każdemu chce się zakasać rękawy, popracować przy stawianiu namiotu, budowaniu pryczy czy gotowaniu obiadu. Albo postać w nocy na warcie. Ale nie narzekacie na brak chętnych... Nie narzekamy, bo młodzi ludzie z natury są ciekawi świata, chłonni przygód, chętni do wyzwań. Natomiast znacznie gorzej jest z kadrą instruktorską. Ludzie są pochłonięci sprawami zawodowymi, osobistymi. Mają mało czasu na działalność społeczną, a trzeba pamiętać, że aby prowadzić zajęcia trzeba przejść długą drogę, zaliczyć kolejne stopnie, egzaminy. Nie wystarczą trzy kursy, jak to jest u Anglików, my stawiamy na gruntowne przygotowanie. To jednak powoduje, że niejednokrotnie zajęcia muszą prowadzić osoby wiekowe, których po prostu nie ma kim zastąpić. Nie mam wątpliwości, że mając więcej instruktorów moglibyśmy działać znacznie bardziej efektywnie. To jest pani, jako nowej przewodniczącej, największy ból głowy? Zdecydowanie. Przy czym warto tu zwrócić uwagę na kilka spraw. Na instruktora – mimo szczerych chęci – nie każdy się nadaje. Poza tym w Anglii w ostatnich latach wprowadzono przepisy – mówiąc delikatnie – niezbyt przemyślane. Pamiętam, że jeszcze jako studentka, prowadziłam zajęcia z zuchami na Ealingu i wszystko było w porządku. Robiłam to sama, tymczasem teraz, zgodnie z przepisami Health and Safety, jedna osoba to za mało. Dodatkowo muszą być jacyś dorośli, na przykład rodzice czy starsze instruktorki, co często mocno komplikuje sprawę. Patowa sytuacja? Niekoniecznie. Mamy wyselekcjonowaną grupę młodych osób, którą szkolimy. W nich jest przyszłość i to oni przejmą pałeczkę po nas. Warto podkreślić, że o ile w Wielkiej Brytanii – po szczycie popularności harcerstwa, który przypadł na lata 60. i 70. ubiegłego stulecia – liczba członków spada, o tyle na przykład w Stanach Zjednoczonych czy Kanadzie obserwujemy liczebny wzrost. To zielone światło, bodziec do działania. Ile lat jest pani w harcerstwie? Praktycznie od dziecka, rodzinnie byłam na nie skazana (śmiech). Mama Helena była harcerką w Teheranie, a potem w Afryce, natomiast ciocia była hufcową i prowadziła zuchy w Londynie. W działalność harcerską byli zaangażowani również mój brat oraz siostra. Mama żeby kupić mi plecak musiała się zapożyczyć, uszyła mi również pierwszy mundurek i odtąd zaczęła się moja przygoda z harcerstwem. Zaczynałam jako zuch, potem przeszłam przez wszystkie kolejne szczeble ostatecznie zostając przewodniczącą. Wszyscy działacie społecznie... Całkowicie. Nie odwołujemy się do sponsorów, wszelkie akcje czy wyjazdy możliwe są dzięki naszej własnej działalności. Kadra normalnie pracuje zawodowo, harcerstwo traktując jako hobby. Natomiast młodzi ludzie przygotowują kiermasze, kolędują, sami zarabiają. Ale też – co zrozumiałe – korzystają z finansowego wsparcia ze strony rodziców. Warto podkreślić ważną rolę jaką spełnia Organizacja Przyjaciół Harcerstwa wspierająca nas w działaniach. Fot. Piotr Gulbicki
Powered by !JoomlaComment 3.26
3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |